U Połki i Allana, czyli o łemkowskiej gościnności
Nie wiem czy Połka i Allan są Łemkami, nie wiem nawet czy istnieją, ale wizytę w restauracji u Połki i Allana w Gorlicach zdecydowanie polecam.
Gdy rezerwowałem stolik w restauracji U Połki i Allana w Gorlicach pomyślałem, że warto zapytać kim są Połka i Allan. Gdy już przybyłem na miejsce, zapytać zapomniałem, tak mnie zdekoncentrowało jedzenie (a może bardziej picie). O tym piciu więc najpierw. Po raz kolejny w życiu zostałem zgubiony przez tak zwaną chytrość knajpianą. Zauważyłem, że do stolika obok panie zamówiły w półlitrowych szklankach coś co ewidentnie wyglądało jak drink. Okazało się, że jest to Specjał Allana (30 zł). W skład tego specyfiku wchodzą malibu, cachaca 51, tequila, bacardi białe, wódka, triple sec, gin, seven up, limonka oraz sok malinowy. Ja dostałem zdecydowanie za dużo soku malinowego, bo drink był bardzo słodki. Ogólnie jest to smakowy koszmar :-), ale naprawdę rozwesela. Podejrzewam, że po wypiciu dwóch można mieć nie tylko zawroty głowy, ale i mdłości. Na szczęście reszta pomysłów kulinarnych właścicieli nie jest już tak słodko 🙂 przesadzona.

Na przystawkę zamówiłem Cape Malay, czyli marynowanego morszczuka z Kapsztadu z salsą z mango (16 zł). Sądząc z nazwy potrawy pomysł na nią pochodzi z Południowej Afryki. Cape Malay to nazwa mniejszości w Republice Południowej Afryki, której korzenie sięgają XVII wieku, gdy Holenderska Kompania Wschodnioindyjska zaczęła sprowadzać do Afryki niewolników z kolonii w Azji Południowej przede wszystkim z dzisiejszej Indonezji. Potomkowie niewolników, głownie wyznawcy islamu, stanowią dziś 200-tysięczną grupę mieszkająca przede wszystkim w Kapsztadzie.
W marynowanym morszczuka z Kapsztadu z salsą z mango (Cape Malay) zaskoczyła mnie cebula. W połączeniu z mango osiągnęła bowiem bardzo przyjemną słodycz pomimo że była surowa. Nie spodziewałem się skosztować takiej potrawy w Gorlicach. Nie powiem, że była to poezja smaku, ale na pewno ekstraklasa. Dodatkowym urokiem potrawy jest jej unikatowość i to nie tylko w skali Łemkowszczyzny. Gdybym miał trochę rozumu i nie był pasibrzuchem na przystawce powinienem był skończyć, bo była całkiem pokaźnych rozmiarów.
Nie spodziewałem się skosztować takiej potrawy w Gorlicach. Nie powiem, że była to poezja smaku, ale na pewno ekstraklasa.
Zamówiłem niestety także pierś kaczki serwowaną w sosie z agrestu na bazie czerwonego wina z ziemniakami puree i grillowanymi warzywami (34 zł). Kaczka była niestety troszkę przesolona, największe pretensje mam jednak do kucharza o sposób podania. Mięso z piersi kaczki było bowiem pokrojone, co uważam za delikatną zbrodnię, a jeszcze większą zbrodnią jest położenie kaczki na puree ziemniaczanym i polanie sosem. Jeśli ktoś chce, przecież będzie mógł sam sobie zrobić taką breję ziemniaczano-sosową, a tym sposobem nie da się docenić smaku dość kluczowego w tej potrawie sosu z agrestu na bazie wina czerwonego. Jednym słowem kucharz zmarnował po części swój wysiłek. Choć narzekam zjadłem ze smakiem i potrawie daje 7 na 10, czyli całkiem dobrze 🙂

Było mi dane skosztować też stek serwowany z gremolatą ze świeżej natki pietruszki, sałatką z rukoli, pomidorem, cebulą, parmezanem z domowym sosem winegret (66 zł). Na temat steku nie chce się wypowiadać, bo znawcą jestem średnim. Mnie smakował i z pewnością podany był zgodnie z życzeniem, średnio wysmażony. Pretensje mam tym razem dwie. W sałatce było naprawdę za dużo surowej cebuli. Nawet czerwona cebula ma zbyt intensywny smak, żeby jej dawać tak dużo do jakiejkolwiek potrawy, bo ją dominuje. Cebula powinna być jedynie delikatnym dodatkiem. Osoba, która w swojej uprzejmości dała mi skosztować tej potrawy, po prostu tę cebulę musiała wyłuskać i ją odłożyć. Uważam też, że z winegretem nie należy przesadzać, a już najlepiej to tego typu sałatki podawać po prostu winegret osobno. Tutaj sałatka spływała oliwą, a nie o to chodzi w sałatkach, nawet celowo solidnie tłustych.
Przyznaje się bez bicia, że moje narzekania, po części związane są z tym, że po zjedzeniu przystawki już nie byłem głodny. Jedzenie w restauracji U Połki i Allana w Gorlicach zasługuje na ocenę co najmniej 7 na 10. Dodatkowym atutem podwyższającym ocenę jest knajpiana atmosfera. U Połki i Allana jest po prostu bardzo przyjemnie. Obsługa jest uprzejma, acz nie nadgorliwa, a ceny jak na takie jedzenie naprawdę niewygórowane. Nawet jeśli Połka i Allan nie mają nic wspólnego z Łemkami, są na pewno jednym z nielicznych kulinarnych diamentów na ziemi gorlickiej.
Cztery osoby wydały 344 zł bez napiwku i były delikatnie wstawione oraz objedzone 🙂