Zalipianki Ewa Wachowicz, czyli o marchewce co smakuje jak buraki
W 1992 roku Ewa Wachowicz została Miss Polonia, a ja wieczorami siadałem ze znajomymi w ogródku Zalipianek (już po zamknięciu samych Zalipianek) i piłem alkohol (jak to student w Krakowie) siedząc na niezbyt wygodnych stalowo-plastikowych krzesłach. Wspaniałe to były wieczory.
25 lat później w tym samym, a przecież drastycznie innym ogródku objadłem się zacnie, a wieczór choć bez alkoholu, także należał do udanych.
Najpierw będzie o kurtkach i płaszczach. Dawno, dawno temu, w czasach gdy Ewa Wachowicz nawet nie myślała o tym by zostać Miss Polonia, a co dopiero Miss Świata Studentek w knajpach, szczególnie tych nieco bardziej eleganckich, były szatnie. Szkoda, że pani Ewa o tym nie pomyślała, bo restauracja zdecydowanie by na tym zyskała. Walające się po krzesłach i fotelach okrycia wierzchnie nadają bowiem każdemu lokalowi urok McDonaldsa. Ten drobny dyskomfort nie ma jednak wpływu na ocenę całości, bo przecież kluczowe jest jedzenie.

Menu restauracji Zalipianki sporządzone jest z wyczuciem i umiarem. Nawet gdy ktoś chce przeczytać nazwy wszystkich potraw nie spędzi nad spisem połowy dnia. Spośród zup, których w menu jest pięć wybrałem pomidorową na przecierze własnej roboty i był to… zły wybór. Jak wiecie jestem autorem najlepszej zupy pomidorowej świata i niestety pomidorówka z Zalipianek nie ma do mojej żadnych szans. Oczywiście biorę pod uwagę to, że jest zima i że zupa została zrobiona z przecieru, ale co to za pomidorówka bez masła. Poza tym jest zdecydowanie za słodka, a ja naprawdę doceniam cukier w zupie.
Za to z przystawką trafiłem w dziesiątkę. Carpaccio z półgęska to rzecz godna polecenia. Gęsina nie wiedzieć czemu tak u nas niedoceniana to mięso o wyjątkowym smaku. Płatki oscypka w tej kompozycji sprawdzają się doskonale. Dodatkowo porcja jest jak dla słonia, co zawsze postrzegam jako zaletę. W sałatce nieco dysonansu odczuwałem z powodu kiełków słonecznika. Nie wiem czemu ale wydaje mi się, że smakują one tym białym miąższem ze środka łodygi słonecznika, a nie cudownymi ziarnami.
Gdy krople skroplonej pary spływały delikatnie po szybach ogródka w Zalipiankach, a błotno-śnieżna maź powoli spływała z butów, do moich ust trafiły rozpływające się w ustach policzki z wołu.
Po przystawce i trzech łyżkach zupy byłem już syty więc tym bardziej doceniam dwie kolejne potrawy.
Policzki wołowe to poezja smaku. W poetyce ogórkizmu trzeba by napisać tak: „Gdy krople skroplonej pary spływały delikatnie po szybach ogródka w Zalipiankach, a błotno-śnieżna maź powoli spływała z butów, do moich ust trafiły rozpływające się w ustach policzki z wołu. Czas się zatrzymał, a ja ciepło pomyślałem o kucharzu życząc mu z wdzięczności podróży do ciepłych krajów”.
Przyznam się przy okazji do żenującej wpadki. Początkowo nie zwróciłem uwagi, że do policzków wołowych podano marchew fioletową ze śliwką wędzoną i jadłem ten frykas z przekonaniem, że są to czerwone buraki. Taki ze mnie burak, więc z całego serca polecam tę marchew bo jej słodycz wyjątkowo zgrała się z policzkami. Sos chrzanowy też zresztą całkiem dobry – przede wszystkim delikatny.

Na koniec spróbowałem giczy cielęcej z pieca podanej z puree z brukwi, kremem z gorczycy z miodem oraz cykorią w syropie różanym. Nie wiem jak stopniować rozpływanie się w ustach, ale cielęcina w Zalipiankach rozpływa się jeszcze bardziej (jeszcze łatwiej) niż policzki wołowe. Lubię mięso dość solidnie przyprawione, ale delikatność cielęciny z Zalipianek muszę docenić. Dzięki niej można poczuć walory smakowe samego mięsa. Gdy widzę w menu „krem z gorczycy z miodem” spodziewam się niezbyt dobrej musztardy, tym razem był to jednak smakowity rarytas. Nie potrafię natomiast docenić cykorii w syropie różanym, smakowała bowiem jak niezbyt dobrze przysmażona cebula, ale to zupełny drobiazg.
Choć brak szatni jest wkurzający muszę przyznać, że Ewa Wachowicz zadbała nie tylko o dobrego kucharza, ale też o szczegóły, dzięki którym tworzy się atmosfera miejsca. Obsługa jest uprzejma, ale nie nachalna, smalec na rozgrzewkę pyszny, a zastawa naprawdę urodziwa. Jednym słowem bardzo udany powrót do Zalipianek po 25 latach.
Zalipianki Ewa Wachowicz
ul. Szewska 24
31-009 Kraków
Rachunek za dwie osoby, które solidnie się objadły (nie miały już siły na deser) wyniósł 144 zł.